Nawigacja
    Strona główna
    Serwis Informacyjny
    Wstecz
Życiorys
    Przybliżamy sylwetkę kandydata
Prawa Narodów
    Katechizm Kościoła Katolickiego
    Prawa Narodów - UE
    Jan Paweł II do
Polskiego Parlamentu
    O polskich wojskach
w okupowanym Iraku
    Prawa polskiej mniejszości
narodowej na Białorusi
    Uchwała autorstwa Jana Łopuszańskiego w sprawie praw polskiej mniejszości narodowej na Białorusi
Kontakt
    E-mail
    E-mail ze strony www
    Biura poselskie
    Webmaster

Książki:



Baner reklamowy:

Czuję się sługą Polski - (Nasz Dziennik)

Rozmowa z Janem Łopuszańskim - kandydatem na prezydenta 2000

Czy nie pomylił się Pan, licząc na to, że osią kampanii prezydenckiej będzie spór między zwolennikami a przeciwnikami Unii Europejskiej? Tymczasem spór znowu rozwinął się na linii postsolidarność i postkomuna.

- Nie myślę kategoriami sporów kampanijnych, ale problemów państwa. A problemem państwa polskiego jest to, czy będziemy istnieli jako niepodległe państwo, czy też staniemy się fragmentem jakiejś międzynarodowej mgławicy zwanej Unią Europejską.
Przez lata byłem oceniany jak przedstawiciel prawicy i sam w stosunku do siebie wielokrotnie używałem tego sformułowania, ale ostatnio przestałem. Bo skoro można nazwać się prawicą, można powołać się na wartości patriotyczne, a nawet na wartości chrześcijańskie, a potem uczestniczyć w wyprzedaży polskiego majątku za psi grosz w obce ręce, w imporcie bezrobocia, można nie bronić rolnictwa, nie bronić polskiej złotówki, przekazywać w ręce organizacji międzynarodowych atrybuty suwerenności polskiej - to co to za prawica? Jeżeli tak postępuje prawica, to może ja nią nie jestem?

Część wyborców zarówno z prawicy jak i lewicy czuje się zawiedziona tym, co reprezentują zarówno SLD, jak i z drugiej strony AWS...

- To zależy, co rozumiemy przez strony. Jeżeli odniesiemy się do spraw religii, to różnica między AWS a SLD jest aż nazbyt oczywista. Jednak nie upraszczałbym problemu. Po cichutku liczę, że Pan Bóg ma swoich ludzi także po lewej stronie i byłbym bardzo rad, gdyby po Jego stronie byli wszyscy prawicowcy - choć tego oczywiście nie mogę być pewnym. Natomiast jeśli jako punkt odniesienia przyjąć stosunek do Unii Europejskiej - to jaka jest różnica pomiędzy SLD, Unią Wolności i AWS?

Część elektoratu nie akceptuje do końca żadnej ze stron, a jednocześnie bardzo trudno znaleźć im alternatywny program.

- Przeciwnie, znalezienie alternatywy nie jest trudne, jeśli rozumuje się kategoriami prawdy i dobra Polski. Natomiast bardzo trudne staje się to w momencie, w którym ulega się magii publikacji badań opinii publicznej. Oczywiście na jedną magię jest inna magia. Mogę przedstawić sondaż zrobiony na krakowskiej ulicy przez grupę studentów socjologii. Mogę przypomnieć wyniki sondaży internetowych, w których we wszystkich jestem w czołówce z wyjątkiem jednego - gdzie znikło ostatnio moje nazwisko, w związku z czym nie mogli na mnie głosować uczestnicy zabaw internetowych. Zdaję sobie sprawę, że wynik osiągnięty w Internecie nie musi być wynikiem adekwatnym do krajowego, ale jest on dla mnie szczególnie cenny, bo w głosowaniu uczestniczą ludzie młodego pokolenia, dobrze wykształceni, zainteresowani nowymi technikami komunikacji.

Umieścił Pan w "Trybunie" artykuł, w którym wyraźnie wyciągnął Pan dłoń zgody do tych ludzi lewicy, którzy myślą patriotycznie. Czy to próba zagospodarowania niezadowolonej części lewicowego elektoratu?

- Kocham "Nasz Dziennik", ale musimy uświadomić sobie smutną rzeczywistość, że ludzie lewicy nie czytają "Naszego Dziennika". Czytują natomiast "Trybunę". Na których łamach mam do nich mówić? Jeśli natomiast chodzi o pojęcie "zagospodarowania elektoratu", to zauważam w nim element nieprawdy. To nie jest tak, że my, politycy, mamy elektorat. Jest dokładnie odwrotnie: to elektorat ma nas, polityków, i może nas albo wybrać, albo nie.

Czy "Trybuna" jest dobrym miejscem do dyskusji? Czy nie jest obniżeniem standardów umieszczanie polemiki obok felietonów pana Gadzinowskiego?

- Nie chwaliłem ich za to, z czym się nie zgadzam, natomiast pytałem ludzi lewicy w ich lewicowej gazecie: - Co chcecie zrobić z Polską? I zrobiłem to w najgłębszym przekonaniu, które tam wyraziłem, że prawica nie ma monopolu na patriotyzm. Z całą świadomością, że w szeregach ludzi, którzy głosują na lewicę, jest wielu głęboko zaniepokojonych tym, co dzieje się z państwem polskim. I ze świadomością tego, że główny podział na polskiej scenie politycznej to podział na tych, którzy bronią dobra Polski i na tych, którzy uczestniczą w wyprzedaży polskich interesów.

Czy odpowiedź posła Iwińskiego usatysfakcjonowała Pana i czy był jakiś inny odzew ze strony ludzi lewicy na to Pańskie wyciągnięcie ręki?

- Jeśli chodzi o samą strukturę mojej wypowiedzi do "Trybuny", to zdając sobie sprawę z tego, że lewica jest wewnętrznie zróżnicowana, poruszyłem dwie niezwykle charakterystyczne wypowiedzi: pana Oleksego i pana Iwińskiego. Było decyzją "Trybuny", że odpowiedział tylko pan Iwiński. Najwyraźniej redaktorzy "Trybuny" uznali to za bezpieczniejsze dla siebie. W związku z tym, może parę słów o polemice z panem Iwińskim. Otóż zdarzyło się niedawno, że austriacki rząd złożył oświadczenie, że Polska nie powinna uczestniczyć w podziale europejskiego rynku pracy. Rozdzierając szaty nad tą wypowiedzią poseł Iwiński z SLD stwierdził, że zostałyby w ten sposób przekreślone największe korzyści Polski związane z wejściem do Unii Europejskiej. Innymi słowy powiedział on, że największą korzyścią jest udział w podziale europejskiego rynku pracy - zatem, że będziemy narodem gastarbaiterów. Wypada jedynie pogratulować ambicji.
O wiele ciekawsza dla mnie byłaby polemika pana Oleksego. Wypowiedział się on z trybuny sejmowej w kwestii natury zasadniczej. Mianowicie określił pojęcie patriotyzmu tak, jak rozumie je lewica. Jest to, według niego - "zabieganie o spójność oraz o wpływ na decyzje dotyczące Polski". Przypomniałem, że tego typu koncepcja patriotyzmu w polityce polskiej już istniała i to wcale nie w lewicowych środowiskach, pod koniec XIX wieku i na początku XX wieku. Polska była rozerwana na trzy zabory i chodziło o to, żeby je zjednoczyć. Ruch Wszechpolski obejmował działaniem wszystkie polskie ziemie i zabiegał, aby uzyskać wpływ na decyzje dotyczące Polski.
Tylko dzisiaj sytuacja się zmieniła! Mamy najformalniej niepodległe państwo polskie. To dlaczego nasze ambicje patriotyczne miałyby być takie, jakby państwa nie było?! I tu chciałbym usłyszeć odpowiedź lewicy. Odpowiedzi nie dostałem w artykule pana Iwińskiego.

Historyczne dokonania postkomunistów pokazują, że bez trudu można było przewidzieć odpowiedź. Oni nigdy nie byli w obozie niepodległościowym.

- To jest uproszczenie. Jeśli chodzi o działania zorganizowanych formacji, to we wszystkich lewicach był szczątek Manifestu Komunistycznego: destruować wszystko co jest władzą, dopóki się jej nie przejmie, a potem niszczyć wolność i budować swoje utopie. Metody się zmieniają. W Związku Radzieckim były siłowe, a w Unii Europejskiej są bardziej ekonomiczne i psychomanipulacyjne. Natomiast cel pozostaje podobny. Kiedy jednak przyszła II wojna światowa, to cały szereg przedstawicieli lewicy ramię w ramię z przedstawicielami prawicy broniło niepodległości Polski. Proszę przypomnieć sobie też, że kiedy lewicowe siły agenturalnie usytuowane przez Moskwę, zresztą za zgodą zachodnich mocarstw, rządziły Polską po 1945 roku, to w tym samym czasie była też pewna ilość ludzi z lewicowych środowisk, którzy zasiedlali kryminały komunistyczne dlatego, że starali się być wierni Polsce.

"Moje uczestnictwo w kampanii prezydenckiej to element ruchu ludzi miłujących prawdę" - tak powiedział Pan w Gostyniu. Może Polacy nie chcą słyszeć prawdy, może wolą być mamieni?

- Prawda ma w sobie siłę przekonywania. Kłamstwo można powiedzieć raz, drugi, dziesiąty, i wmówić je ludziom, a potem prawdę powie ktoś raz i ona ostaje się na wierzchu. Jak w porzekadle - prawda broni się sama. Docieranie prawdy do ludzkiej świadomości jest procesem. Lepiej wychodzą społeczeństwa, które opierają się na wiedzy przewidujących przywódców niż te, które czekają momentu, w którym nieliczenie się z prawdą zaboli. Wtedy wszyscy i tak dowiedzą się jak jest naprawdę. Na polskiej wsi, która jest niszczona przez dostosowania do UE albo w środowiskach polskich bezrobotnych, nie ma złudzeń co do tego, że Unia Europejska oznacza degradację. Natomiast jest cały szereg ludzi, którzy na chwaleniu UE robią kariery w administracji, samorządzie, rządzie, w spółkach. Dla nich Unia jest błogosławieństwem, a gdyby przestali ją chwalić, to odstawiono by ich od przywilejów. Pytanie - co kto woli?
Polityk z natury swego powołania powinien trzymać z narodem, powinien mu służyć, w razie czego "pożytków swoich zapomniawszy", że przypomnę modlitwę ks. Piotra Skargi. Konkretnych osób nie chciałbym osądzać. Przychodzę zaproponować program dla Polski niepodległej i zaproponować swoją osobę jako realizatora tego programu. Każdy z wyborców jest współkrólem Polski i współdecydować będzie o niej suwerennie swoim głosem.

Gdy usuwano Pana z AWS, zapowiadał Pan stworzenie alternatywy dla Akcji. Po dwóch latach nadal jest Pan w pewnym osamotnieniu. Szeroka alternatywa nie powstała.

- Wręcz przeciwnie. Jeśli chodzi o samo Stronnictwo Porozumienie Polskie - małe jeszcze, w Sejmie mniejszościowe i będące raczej głosem wołającego na puszczy, to zdołało się ono dorobić już wyraźnych zarysów programu. Kampania prezydencka otworzyła drogę do nawiązania kontaktów z ogromną ilością środowisk w całej Polsce, a także wśród Polonii. Nie ulega żadnej wątpliwości, że te związki przetrwają i to bez względu na wynik kampanii.

Czy są to instytucjonalne związki czy jedynie luźne kontakty?

- Samo stronnictwo ma formę zalążkową. Moglibyśmy przyjąć i wykazać się długim szeregiem członków, ale nie chcemy tego pochopnie robić. Było wiele partii, które przyjmowały członków "na hurra", a później źle się to kończyło. Dzisiaj strukturą, która potężnie się rozwija, są komitety wyborcze i sieci ich współpracowników. Przy okazji chciałbym im serdecznie podziękować.

Pytanie o osamotnienie jest także pytaniem o kadry. Z pewnością przewiduje Pan, kto mógłby zostać szefem sztabu generalnego. Czy nominowałby Pan kolejnego absolwenta szkoły wojskowej w Związku Radzieckim?

- Szef sztabu generalnego musi być żołnierzem, wybitnym dowódcą. Miałem okazję kontaktów z naukowcami, wyższymi oficerami z Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie. Muszę powiedzieć, że zaimponowali mi swoim poziomem i przygotowaniem intelektualnym, nie tylko w dziedzinie bezpieczeństwa, ale w ogóle spraw państwa. Poziom ich wiedzy o sprawach państwa jest niewspółmiernie większy niż w polskim parlamencie.

Prezydent posiada spore kompetencje w polityce zagranicznej, w dyplomacji. Czy ma Pan kompetentnych kandydatów na ambasadorów, w krajach Unii Europejskiej czy Waszyngtonie?

- Podstawową kompetencją prezydenta w obszarze polityki międzynarodowej jest ratyfikacja umów międzynarodowych. Zadaniem konstytucyjnym prezydenta jest stać na straży suwerenności państwa. Gdyby pojawiły się ustawy, czy traktaty międzynarodowe naruszające suwerenność Polski, to dobry byłby dla Polski prezydent, który nie ratyfikowałby ich bez względu na naciski.

Ale czy ma Pan kandydatów na 15 ambasadorów?

- Obserwowali państwo zapewne debaty parlamentarne o polityce zagranicznej czy Unii Europejskiej. Zechciejcie wskazać mi debatę, w której przygotowane przez moje środowisko argumenty
okazały się nietrafne i przegrały w konfrontacji intelektualnej z argumentami wysuwanymi przez inne środowiska polityczne. A to jest już świadectwem tego, że jest zespół osób, który potrafi te argumenty przygotować.

I pozostaje na razie w cieniu?

- I będzie pozostawał w cieniu tak długo, jak będzie to niezbędne. Proszę pamiętać, że istnieje w polityce sfera organizacji struktur, istnieje sfera reprezentacji, w czym przyszło uczestniczyć posłom Porozumienia Polskiego. Istnieje sfera analizy, pozyskiwania informacji. Nie twierdzę, że osiągnięcia nasze na tym polu są największe z możliwych, ale nie są nieistotne.

Każde państwo ma sojuszników strategicznych. Kto powinien, w Pańskiej ocenie, być strategicznym sojusznikiem Polski?

- Jako potencjalnego sojusznika powinniśmy postrzegać wszystkich, którzy są na świecie, a zwłaszcza sąsiadów, dopóki swoim postępowaniem takiemu postrzeganiu nie zaprzeczą. Powinniśmy współpracować z państwami Unii Europejskiej, z samą Unią Europejską jak najbardziej też. Ale jako niepodległe państwo, a nie za cenę utraty niepodległości. Powinniśmy współpracować z Ukrainą, Białorusią, Litwą, państwami Europy Środkowej. Z Ameryką i Rosją. Z krajami Azji i Afryki.

Tylko, że państwa się jednoczą: UE, CEFTA, NAFTA, cała masa bloków, różnych ponadpaństwowych organizacji. Czy koncepcja samodzielności politycznej nie przegra z blokami międzynarodowymi?

- Ten współczesny ład międzynarodowy zbliża się do swojego głębokiego kryzysu. 2003 rok przez cały szereg analityków, związanych np. z Bankiem Światowym, wskazywany jest jako graniczny czas kryzysów finansowych, które zmienią obraz gospodarek świata oraz relacje miedzynarodowe. Jeżeli podczas ostatnich kilkudziesięciu lat sterowanie finansowe i przepływem technologii było podstawowym sposobem wojowania i rządzenia światem i ten system się zawali, to pytanie, do czego wrócimy?
Czy my sobie zdajemy sprawę, jaka to będzie prezydentura? To nie będzie pierwsza lepsza prezydentura. Będzie to prezydentura w czasach przełomu nie tylko dla Polski, ale dla współczesnej Europy i świata!
Czy będziemy przygotowani do twardego trzymania polskich spraw w polskich rękach? Czy prezydentura będzie narzędziem niepodległości Polski czy też spotkamy się z prezydenturą spolegliwą w stosunku do wszystkich możliwych oczekiwań ze Wschodu czy Zachodu? Jeżeli będziemy niepodległym państwem, to będziemy współorganizatorem wymiany gospodarczej Wschód - Zachód. Nie powinniśmy być ani przyczepką do Wschodu ani Zachodu, bo obcy wezmą wszelkie pożytki z takiej wymiany.

Jak Pan chce zapobiec procesom globalizacyjnym? Przecież globalizacja będzie w jakiś sposób postępowała w sensie kontaktów obejmujących cały świat.

- Rozwój nowoczesnych sposobów komunikacji, transportu, przesyłania i przetwarzania danych, umożliwiających działanie na innych kontynentach, jeszcze nie oznacza globalizmu. Globalizm jest to likwidacja suwerennych państw po to, by budować wielkie imperia kontynentalne, albo nawet jedno wielkie państwo światowe.

Jedna przestrzeń polityczna, gospodarcza, kulturalna...

- Tendencja do likwidacji suwerennych państw. Zastanówmy się, dlaczego taka tendencja powstała? Czy macie państwo świadomość tego, że we współczesnym świecie kilkanaście razy więcej środków płatniczych kreowanych jest przez prywatne korporacje finansowe niż przez wszystkie państwa razem wzięte? Że przykładowo Fundusz Rezerw Federalnych, który kreuje najpoważniejszą walutę świata, czyli dolara, nie jest amerykańską instytucją państwową lecz prywatną korporacją finansową, która ma prawo kreacji amerykańskiego pieniądza?
Jakie są główne tego konsekwencje ekonomiczne i finansowe? Otóż pierwsza ekonomiczna konsekwencja jest taka: jeżeli państwa nie mają pieniędzy, to zmuszone są pożyczać od prywatnych korporacji. Jeżeli pożyczają, to muszą oddać. Z czego? - z budżetu. A skąd się biorą pieniądze w budżecie? - z podatków. Innymi słowy, pieniądze z podatków przeznaczane są na spłaty zadłużeń. Jak trzeba następne zadania realizować, to znowu trzeba pożyczać w prywatnych instytucjach i tak rośnie spirala zadłużenia.
Każdy ekonomista dzisiaj powie, że problem zadłużenia wewnętrznego i zewnętrznego jest głównym problemem gospodarczym współczesnego świata. Mało tego, to nie tylko problem ekonomiczny. To problem polityczny i moralny. Głos w tej sprawie zabiera nawet Stolica Apostolska. Ojciec Święty prosi, aby wykorzystać rok jubileuszowy do generalnego darowania długów, zwracając przy tym uwagę, że ogromna większość tych długów to długi "papierowe", wynikające ze spekulacji. Jeżeli dziś różni politycy postulują obniżenie podatków (ja oczywiście mile widzę ten postulat) - to powiedzmy sobie, że w ramach opisanego systemu finansowego obniżanie podatków jest marzeniem ściętej głowy, bo spirala zadłużenia powoduje wzrost kwot podatkowych potrzebnych do spłaty długu.
Z drugiej strony są także konsekwencje polityczne: W "Naszym Dzienniku" wyczytałem wypowiedź rosyjskiego przedsiębiorcy, który powiedział, że "we współczesnym świecie kapitał wynajmuje władzę publiczną, a forma wynajmu nazywa się wybory...". My się tu szarpiemy: ordynacja większościowa, kontrola publiczna, walka z korupcją - a są ludzie, którzy poprzez odpowiednią masę finansową, są przygotowani do korumpowania państw na takim poziomie, na którym by się nam nie śniło. My postulujemy demokrację, czyli poddanie najważniejszych decyzji dotyczących przyszłości narodów opinii tychże narodów, wyrażanej w wyborach i referendach. A tu niezależnie od tego, czy wybory i referenda wygra prawica czy lewica, wygrywają je banki i giełdy.

Czy nie porywa się Pan z motyką na słońce? Chce Pan walczyć z międzynarodowym system politycznym i finansowym?

- Jako ludzie żyjący we współczesnym świecie mamy możliwość albo zaakceptować ten kierunek rozwoju świata, który prowadzi do stopniowego zamieniania globu ziemskiego w swoisty totalitarny obóz pędzący przez kosmos, albo podjąć z nim walkę. Jeżeli podejmujemy walkę, to oczywiście możemy przegrać, ale mamy też szansę zwycięstwa. A jeżeli będziemy biernie czekać, to mamy gwarancję, że wcześniej czy później topór spadnie na nasze głowy. Co pan wybiera?

Jakie Pan ma narzędzia w tej walce.

- Mamy za sobą naturę ludzką, bo natura domaga się wolności, poszanowania własności, stosunków społecznych umożliwiających pełny rozwój, a nie zredukowaną do materii wizję człowieka. Mamy za sobą wewnętrzną słabość wszystkich systemów utopijnych, socjalizmów wszelkiej maści. Mamy za sobą racje wypływające, przynajmniej w obszarze Polski i Europy, z przesłanek cywilizacyjnych kultury grecko-rzymskiej i z przesłania Ewangelii. Pamiętajmy też słowa Pisma Świętego: "Jedni pokładają nadzieję w koniach, inni w rydwanach, a my pokładamy nadzieję w imieniu Pańskim. Tamci się zachwieli i upadli, a my stoimy i trwamy".

Dawid w walce z Goliatem dysponował pięcioma kamieniami. Jakie Pan ma kamienie?

- Po pierwsze, Goliat ma czułe miejsca, system współczesnego zarządzania rozpada się na naszych oczach, bo zbudowany jest przeciwko naturze ludzkiej. Najważniejszym kamieniem jest mówienie prawdy. To gromadzi ludzi. Tworzy siłę. Tylko trzeba być konsekwentnym

Sprzeciw wobec globalizmu rodzi ruchy radykalne i zajścia takie jak w Seattle, Pradze... Czy Pan potępia radykalizm, czy też go akceptuje?

- Wiadomo, że akcja rodzi reakcję. Reakcji się nie dziwię, ale jako polityk zastanawiam się, czy jest ona adekwatna do sytuacji. Wybite szyby w "McDonaldzie" nie osłabią globalizmu. Środowiska wybijające szyby mogą równie dobrze być inspirowane przez ośrodki globalistyczne, aby sprzeciw wobec globalizmu skierować na ślepy tor i ośmieszyć.

Czy Pan ma kontakty z politykami, ideologami, filozofami za granicą, którzy jak Pan chcieliby odwrócić bieg wydarzeń na świecie?

- Takie myślenie jest obecne w szeregu środowiskach na świecie, najczęściej inspirowanych myślą chrześcijańską, choć nie tylko katolicką. Występuje także w świecie muzułmańskim. Ale postulaty tych środowisk są na razie poniżej poziomu istotnych decyzji politycznych, są wyrazem sprzeciwu. Rzecz w tym aby sprzeciw uczynić politycznie skutecznym.
Nie wiem, ile Polska ma czasu. Czas zna Bóg. Wydaje mi się, że mamy ostatni rok lub dwa, na obronę niepodległości Polski środkami prawnymi i konstytucyjnymi. Jeśli to się nie powiedzie, to nie daj Boże, aby nasze dzieci i wnuki walczyły o niepodległość środkami bojowników irlandzkich.

Wróćmy do spraw bardziej przyziemnych. W swoim programie mówi Pan, że potrzebny jest wielki ruch porozumienia ponad podziałami. Tymczasem nie udało się zbudować w parlamencie klubu z rozproszonych kół prawicowych, które mają podobne poglądy na wiele spraw.

- Chcę odpowiedzieć konkretnym przykładem. Grupa parlamentarzystów Porozumienia Polskiego proponowała podjęcie przez Sejm uchwały, która miałaby obligować rząd do zainicjowania rozmów międzynarodowych na temat oddłużenia i zmiany systemów finansowych. Poza siódemką posłów Porozumienia Polskiego nie znalazł się ani jeden odważny w Sejmie, który by to podpisał. Chyba, że była to obawa przed sukcesem konkurenta. Jeśli to ostatnie, to rodzi się pytanie czy są sprawy oczywiście ponadpartyjne, państwowe?
Wrócę do mojego artykułu w "Trybunie". Czy to jest łatwa decyzja dla polityka, który zawsze był i pozostaje w opozycji do doktryn lewicowych, aby właśnie z lewą stroną rozmawiać? Kiedy jednak dochodzę do wniosku, że dla Polski jest to pożyteczne, nie waham się tego uczynić.

Jaki jest Pana największy sukces polityczny?

- Trudno mi oceniać samego siebie. Nie czuję się też kolekcjonerem sukcesów. Czuję się sługą Polski. Na ile mi to wychodzi, to inna sprawa. Inni niech to oceniają. Jeżeli bym czegoś chciał, to tego, abyśmy potrafili działać zgodnie z naszą tożsamością i zawartym w niej powołaniem. Mamy do czynienia z bolesnym paradoksem. Za czasów głębokiej komuny ludzie się gromadzili w kościołach, bo tam była przestrzeń wolności. Dziś przyszła wolność i okazuje się, że głoszona przez Kościół Ewangelia, która wtedy była parasolem wolności, teraz już bywa niepotrzebna do urządzenia gospodarki czy życia publicznego czy osobistego. Wynika stąd oczywiście także pytanie o mój własny rachunek sumienia. I nie jestem bez winy.

Dziękujemy za rozmowę.

Małgorzata Goss i Jan Ośko
(Nasz Dziennik - 01.10.00/ML)

adres tej strony znajomemu

W sejmie
    Integracja z UE [4]
    Integracja z UE [3]
    Integracja z UE [2]
    Integracja z UE [1]
    Wotum nieufności min. Cimoszewiczowi
Ze strony sejmowej
    Wypowiedzi
    Interpelacje
    Zapytania
    Oświadczenia
    Głosowania
Listy, polemiki
    List do członków Porozumienia Polskiego
    List do Romana Giertycha
    W Naszym Dzienniku- Polska oczekuje

wap.lopuszanski.pl

Porozumienie Polskie

WYDAWNICTWO POLWEN